
— Pani Singe odeszła — mówiła dalej babunia Brevis. — I babunia Peavey odeszła.
— Naprawdę? Stara Mabel Peavey? — wykrzyknęła niania Ogg wśród gradu okruchów. — Ile miała lat?
— Sto dziewiętnaście. Mówiłam jej: „W twoim wieku nie można się wspinać po górach”, ale nie słuchała.
— Niektórzy ludzie tacy właśnie są — stwierdziła babcia. — Uparci jak muły. Powiesz, że nie wolno im czegoś robić, a nie spoczną, dopóki nie spróbują.
— Słyszałam jej ostatnie słowa — dodała babunia.
— A co powiedziała?
— „A niech to”, o ile dobrze pamiętam.
— W taki właśnie sposób chciałaby odejść — zapewniła niania Ogg. Pozostałe czarownice pokiwały głowami.
— Wiecie co? Być może, oglądamy właśnie koniec czarownictwa w tej okolicy — zmartwiła się babunia Brevis.
Znów zapatrzyły się w płomienie.
— Nikt nie przyniósł prawoślazu? — upewniła się z nadzieją niania Ogg.
Babcia Weatherwax przyjrzała się swym siostrom czarownicom. Babuni nie znosiła — Brevis uczyła w szkole po drugiej stronie gór i miała paskudny zwyczaj bycia rozsądną, gdy tylko ktoś ją sprowokował. A matula Dismass była chyba najbardziej bezużyteczną jasnowidzącą w całej historii objawień przyszłości. Babci trudno też było wytrzymać z nianią Ogg, jej najlepszą przyjaciółką.
— A co z młodą Magrat? — zaproponowała niewinnie matula Dismass. — Jej teren przylega do Dezyderaty. Może zajęłaby się dodatkowym kawałkiem.
Babcia Weatherwax i niania Ogg wymieniły znaczące spojrzenia.
— W głowie jej się poprzewracało — stwierdziła krótko babcia.
— No wiesz, Esme… — zaprotestowała niania.
— W każdym razie ja uważam to za poprzewracanie. Nie wmówisz mi, że te bzdury o szukaniu krewnych to nie skutek poprzewracania w głowie.
— Tego nie powiedziała. Mówiła, że chce odnaleźć siebie, nie krewnych.
— No właśnie, przecież o to chodzi — rzekła babcia Weatherwax. — Powiedziałam jej: znam twoją rodzinę od lat. Simplicity Garlick była twoją matką, Araminta Garlick była twoją babką, Yolande Garlick jest twoją ciotką, a ty jesteś twoją… jesteś twoją sobą.
